Czytane

Deicide
Kroniki
Vella
Cloridia
Ostatnia

Grzesznica

O niej
Jej profil
Jej Last.fm
Jej Deviantart
Jej MAL

Grzechy

Prolog

Szablon

Layout&html - Monia
Dostosowany do - Mylog
Użyto - # &
Więcej?

Prolog:
The Deadly Sins - Grzech Pierworodny

sobota, 4.września.2010, 01:01

Odkąd tylko sięgam pamięcią byłam wdzięczna za życie, które mi dałaś. Szanowałam twój ból, twój wysiłek, twoje łzy, gdy mnie rodziłaś, rozdzierając swoje gardło donośnym krzykiem. Dawałaś mi wszystko, czego jako małe dziecko mogłam zapragnąć, czego jako nastolatka potrzebowałam i wreszcie nadal wiernie przy mnie trwałaś, gdy stałam się w pełni dojrzałą kobietą. Chociaż coraz częściej miałyśmy odmienne zdania, to wciąż potrafiłyśmy mówić tym samym językiem.
Byłam twoją idealną kopią.
Dumą napawał mnie mój uśmiech, goszczący na twojej porcelanowej twarzy; w lustrzanym odbiciu z zadufaniem przyglądałam się moim oczom, okalającym je wachlarzem rzęs, ich głębokim fiołkowym kolorem. Puszyłam się swoją urodą, a ty tak samo puszyłaś się moim podobieństwem do siebie – nazywałaś mnie swoim „cudownym odrodzeniem”. Zawsze z butą prezentowałam wszystkim ten przydomek, moją życiową mantrę. Od małego programowałaś mnie na swój rozmiar, wpajałaś mi wszystko to, co uważałaś za słuszne, co miało jakąkolwiek wartość wobec twoich nabrzmiałych hierarchii. Nauczyłaś mnie kochać wszystko w moim wyglądzie, moich manierach; potrafiłaś nawet zrównać z ziemią mur obrzydzenia, który stworzyłam wokół mojego znamienia – jedynej skazy po twojej stronie lustra.
To dzięki tobie mogę chadzać pod ramię z mężczyzną, na którego widok zawsze uginały się pode mną kolana, a twarz przyozdabiał iście wyrazisty rumieniec. Dałaś mi możliwość obcowania z moją największą miłością, kobiecym pragnieniem wypalającym mnie od środka. Miałam wszystko – władzę, status, urodę, wyśnionego mężczyznę – w swojej dłoni trzymałam liczne złote ogony fortuny.
Jednak „cudownemu odrodzeniu” wciąż było mało.
Bądź przeklęta na wieki, matko, któraś ośmieliła się wydać mnie na świat.

*


- Lero!, Lero!, nie trzęś mną, Lero!
- Aj, przymknij się, Lero. Chcę się bawić! – fuknęła dziewczynka, kręcąc młynka wydzierającą się różową parasolką. Wydęła policzki w geście zniecierpliwienia, zatrzymała parasolkę i oparła ją o podłogę. – Ne, jak długo mam tutaj stać i się nudzić, gdy ty przyglądasz się tym drzwiom, Earl?
- Bolało!, to bolało, Lero! – Płakała głowa parasola w kształcie halloweenowej dyni. Zajęczała, gdy po raz drugi uderzyła w ziemię.
- Mówię do ciebie, Earl! – Dziecko krzyknęło prosto do ucha otyłemu mężczyźnie w płaszczu, na co ten podskoczył i powoli odwrócił do niej głowę. Wysoki cylinder, wąskie oczka przysłonięte okularami i nadnaturalnej wielkości uśmiech zdobiły twarz krępego człowieczka. Zachichotał, po czym pchnął masywne drzwi z żelaznymi okuciami i misteryjnymi zdobieniami na całej swojej powierzchni. Te zaskrzypiały cicho, blask wiszących pod sufitem świec zaigrał na ich spojeniach i liściastych motywach pokrywających skrzydła wrót, po czym z trzaskiem otwarły się na oścież, ukazując przeogromną salę, setki kaganków, kotar i różnego rodzaju ozdób od wazonów zaczynając, po kunsztowne miecze i zbroje kończąc. Do nozdrzy przybyszów dotarł słodki, niemal przyprawiający o omdlenie zapach, a grająca za wrotami muzyka ucichła pod batutą brutalnego wtargnięcia do sanktuarium.
Wpatrywała się w nich dziewczynka na oko nie mająca więcej niż siedem lat, a na jej twarzy wykwitł wyraz niepomiernego zaskoczenia. Jej wygląd hipnotyzował, odurzał, jednocześnie sprawiając, że włosy na karku jeżyły się momentalnie. Wszystko to przez jej oczy, które teraz mrużyła, zaciskając drobne palce na oparciach masywnego tronu.
Earl obejrzał się przez ramię na przybyłą wraz z nim dziewczynkę, posłał jej jeszcze szerszy uśmiech, po czym zwrócił się do dziecka przed sobą:
- Witaj, Królu Duchów – powiedział śpiewnym głosem, kłaniając się, a jego wąskie oczy rozbłysły istnym szaleństwem.

Frywenn